I znów jest niedziela. Wstajesz rano z myślą o minionym tygodniu. Nic ważnego nie zrobiłeś, nic godnego uwagi. Nikt nowy nie pozostał na dłużej twoje serce kruszeje. Wracasz do przeszłości zmartwień i rozerwanych serc. Chwile szczęścia deptałeś każdą taka niedzielą. Gdzie ta granica się podziała, żyjąc pustką nie dostrzegasz wypełniania a później nikt nie chce wypełniać czegoś bez dna.

I znów jest niedziela i znów sięgasz po tego złamanego papierosa z paczki którego kiedyś tam wsadziłeś bo nie było po drodze kosza by móc go wyrzucić i cofasz się znowu jak w każdą niedzielę.

I znów jest niedziela. Siadasz na balkonie i chcesz napisać coś wznioslego, ale ty jesteś bliską ci brzydotą. Ona nie jest wzniosła jest prawdą, której nikt nie chce czytać nawet jak napiszesz.

Prawdziwą wolność nie jest w stanie nic ograniczyć, ani sposób jej postrzegania przez osoby trzecie, żadne tam anse, czy też niedomogi psychosomatyczne.
Prawdziwa wolność to pełna dojrzałość wolnej woli, postrzegającej choćby i akt zniewolenia w kategoriach wyboru, nie gwałtu .Taki model postawy może się sprawdzić tylko wtedy kiedy obie strony znają zasadę jej funkcjonowania. Żaden wybór nigdy nie stanie się wolnym tak na prawdę, jeśli jedna ze stron, pomijając wolę drugiej strony w definicji wolności doszukuje się usprawiedliwienia. Morrison zgwałcił tak na prawdę wolę rodziców nazywając samobójstwo wolnością, sam został zgwałcony przez narkotyki. Nic nie wniósł, tak na prawdę uległ władzy używek nad samoświadomością, a nie wolnością.Wolność ma pełną władzę nad szaleństwem. Stąd jej zainteresowanie nim, jako wynik odpowiedzialności, nie igraszek.

Każdy z nas odejdzie z tego świata i zostawi wszystko.

Cerowane skarpety. Ulubiony kubek do kawy. Długi kredytowe.

„Płacz jest oznaką słabości” , jest emocją, wrażliwością. Jeżeli płaczesz inni się gubią. Płacz jest blisko krwioobiegu, jest brzydki.

Dlaczego skoro został stworzony wraz z człowiekiem. Pierwsza minuta naszego życia opiera się na krzykliwym płaczu. Został narzucony z góry. Istnieje.

Przeklinajmy zatem naszą naturalność i jestestwo. Przeklinajmy powód, oraz podmiot naszego bycia. Jednostkę stworzenia oraz ewolucji siłę przebicia.

Emocja niezależna niech pozostanie złą. Łzy Kochane, gromadźcie się w krtani. Huśtajmy się ślepo. Tańczmy i niech wszyscy patrzą na to jak bardzo nie umieramy pod skorupą beznadziejności.

Tonie

Czego potrzebujemy jako jedna połączona dusza.

Idalia. Piękna niepokorna. Pewnego dnia śpiewała pieśń drozdowi. Ten zapadał deszczem na wieki zwiastując dobre nowiny. Przechytrzyła los dając szczęście innym, sama grzebiąc swe istnieje głęboko na 5 okręgów.

Ostatnia rzecz którą tworzę. Jedno wyznanie i inne pozostają zawieszone. Motywy zależne od Ciebie. Przyszłość i teraźniejszość. Jestem jedyną prawdą. Nie ma we mnie fałszu.

5 dni od dziś, później więcej nie znoszę.

Dziś

18.10

Mamo, wiesz bo dziewczyny z klasy się dziwnie na mnie patrzą, nie czuję się bezpiecznie i trochę się martwię że nie jestem w stanie dorównać najlepszym. Hej mamo, ja nigdy bym nie okłamała nauczyciela to było nieporozumienie i nie wiem po co te wezwanie do szkoły. Nie chcę żebyś się niepotrzebnie martwiła. Mamo to znowu ja, ta, która nie pojmuje zasad narzuconych w szkołach. Nie pozwalają mi samodzielnie myśleć i rozwijać się tam gdzie tego potrzebuje.

Wiesz… Ja faktycznie trochę wagarowałam ostatnio, ale jestem już kobietą, a nadal twoim dzieckiem i nie wiedziałam jak Ci powiedzieć że pojawił się w moim życiu pewien kolega. Martwię się wyborem nowej szkoły. Nie chcę mieć kontaktu z obecnymi osobami. Pragnę samotności i poczucia wyższości. Mamo, jestem tu sama, nikogo nie znam… Ja chciałam, ale teraz nie potrafię się odnaleźć, w sumie te słuchawki na uszach i tamten kąt nie tworzą takiej dramatycznej perspektywy. Mamo, te kradzieże… Nie wiem jak to wytłumaczyć jest mi bardzo wstyd. Heej!!! Poczekaj oddaj mój telefon!!!

Mamo… Jesteś na mnie bardzo zła. Ja nie wiem jak ci powiedzieć… Spieprzyłam na każdej linii. Potrzebuję pomocy.

Mamo, czuję się wyżej. Nie jestem sama, tylko że odczuwam pociąg do autoumartwiania.

Wiele się zmieniło, wszystko. Nic nie jest mi obce. Bardzo lubię wieczory. Hej mamo!!! Ja czuję niepokój. Muszę wyjść, uciec. Cholera nie radzę sobie z niczym. Pomóż.

Mamo… Miałam właśnie nie żyć… Ale żyje i będę już zawsze trzymać ten ciężar na mych barkach. Pielęgniarki są miłe, dostaje wiele leków. Śpię dobrze. Niedługo wrócę do żywych. To tylko etap jakich wiele, daleko mi do perfekcji którą zawsze gardziłam, ale dla reszty nadal jest wszystkim. Te tabletki mi pasują, trochę uspokajają i usuwają gryzące myśli.

Dwie kreski… Będzie dobrze… ‚chciała odebrać sobie życie, a teraz je komuś podaruje’

Mamo…

Mamo, kilka lat minęło jestem na względnej prostej. 23 lata szerokie perspektywy, ktoś mnie pokochał i we mnie wierzy. Trochę się boję, ale tylko przez chwilę. Chwilę, bo za moment znowu może mnie nie być nigdzie. Powiedz mi mamo co u Ciebie? Nigdy nie pytałam.

Wiesz, córciu…